Okres szczenięcy

Maluch wkraczający w nasze progi rewolucjonizuje życie domowe. W głowie krążą nam wiadomości z rozlicznych fachowych poradników, kłębią się rady znajomych, a tu na podłodze siedzi to "coś" i wodzi za nami łagodnym spojrzeniem. Obiecywaliśmy sobie rozsądek, zimną krew... Maluch kupił nas od pierwszej chwili i wszelkie przyrzeczenia gdzieś zniknęły. Mieliśmy go nie rozpieszczać, dość rygorystycznie wychowywać, rozdzieliliśmy obowiązki między członków rodziny... a tu sama bezradność u naszych stóp. Tymczasem nic biedniejszego. Jeśli od pierwszych dni szczeniak nie pojmie, kto tu jest panem, wejdzie nam na głowę i niełatwo z niej kiedyś zejdzie.

Pierwsze dni w nowym domu bywają dla szczeniaka dość trudne. Tęskni za matką i rodzeństwem, przyzwyczaja się do nowej sytuacji, ale i instynktownie szuka oparcia w nowym stadzie. Szczenię to bystry obserwator. Błyskawicznie orientuje się, kto jest szefem nowego stada, kto spełnia w nim podrzędniejszą rolę. Jeśli wszyscy skaczą wokół malca, usługująmu i pozwalają na wszystko, wnet może dojść do wniosku, że to on właśnie stał się nowo mianowanym królem. Biada nam wtedy. Mały labrador nie jest na ogół psem o dominujących cechach charakteru, ale lubi zadbać o własne wygody.

Pierwsze dni, okres wzajemnego poznawania się, nabierania zaufania powinny być także czasem pierwszych lekcji dobrego wychowania. Bo spełnianie wymagań typu załatwianie się na dworze lub na gazetę, to także forma posłuszeństwa.

Mały musi dowiedzieć się, gdzie będzie jego legowisko, które powinno stać się azylem spokoju. Tu szczenię będzie spać, bawić się kością, wypoczywać. Tu też powinno znaleźć najbezpieczniejsze miejsce.

Dzieci nie mogą na legowisku siedzieć wraz ze szczeniakiem, budzić go nagle czy karcić. Legowisko - to psia twierdza. Małe szczenię potrzebuje dużo snu, dobrego jedzenia i często świętego spokoju. Potrzebuje też jasno określonych obowiązków. Inaczej stale będzie próbowało narzucić swoje porządki.

Powinniśmy wyznaczyć mu porę snu i porę zabawy a także stałe godziny karmienia i spacerów. Jego organizm samoistnie przyzwyczai się do narzuconego mu rozkładu dnia, a zachowanie stanie się dla nas bardziej przewidywalne.

Jeśli wiemy, że malec dostaje obiad zawsze o 12.00 wiemy też, że obudzi się przed tą godziną i trzeba go będzie wyprowadzić lub zanieść na gazetę. Po karmieniu także "siusiu i kupka", a później wspaniałe chwile zabawy.

Już od pierwszych dni uczmy malca, że nie zawsze musi przebywać w bezpośredniej naszej bliskości. Labrador bardzo silnie związuje się z domownikami, nie znosi samotności. Jeśli nie nauczymy go od początku, że zamknięcie w pustym pokoju w niczym mu nie zagraża, nie nauczy się tego później już nigdy. Jedyną formą protestu malucha będą żałosne piski i, być może, drapanie łapą w drzwi. Duży pies, pozostawiony sam, zdemoluje nam mieszkanie, a manifestację uczuć znieść jest znacznie trudniej.

Chwile samotności dozujmy prawie po aptekarsku. Początkowo paręnaście rninut, gdy psiak jest zmęczony zabawą i śpiący. Potem można zostawić go nawet na godzinę lub dwie, zawsze jednak po uprzednim wyprowadzeniu go i po zabawie. Nie oczekujmy jednak, że szczenię spokojnie prześpi 8-10 godzin naszego pobytu w pracy. Dorosły labrador także nie zniesie takiej rozłąki.

Karmienie szczeniaka to ogromna przyjemność. Tu jednak zdecydowanie określmy rodzaj diety i ilość podawanego pokarmu. Wytępmy w dzieciach (i w nas samych!) chęć rzucania co chwilę smacznych kąsków, podawania słodyczy itp.. Nie tylko zaszkodzi to najpewniej zdrowiu szczeniaka, ale nauczy go żebractwa przy posiłkach. W samym błagalnym spojrzeniu psa siedzącego pod naszym stołem w porze posiłku nie ma nic złego. Możemy jednak być pewni, że malec przejdzie od "słów do czynów" i energicznie zacznie się domagać smacznych kąsków. A to będzie szczekał nagląco, a to drapał nas łapami. Obiad w towarzystwie nastawionego roszczeniowo psa przeradza się czasem w horror.

O konieczności przestrzegania kwarantanny po szczepieniach, a także dokładnego pilnowania terminów odrobaczania i szczepień nie powinnam być może przypominać. Każde zaniedbanie zemścić się może poważną chorobą lub nawet utratą psa, więc napomnień nigdy zbyt mało.

Proces wychowywania psa to także problem kar i nagród. Szczenię chce być akceptowane i zrobi wszystko, żeby otrzymać nagrodę. Nagroda to nie tylko smakołyk, ale przede wszystkim zadowolenie wyrażane przez pana w formie pochwał słownych czy pieszczot. Psoci każdy szczeniak, jednak ten, który nie wie co dobre a co złe, psoci dwa razy więcej. Pies musi otrzymać jasno sprecyzowany obraz swoich obowiązków. Musi wiedzieć, co mu wolno a czego nie wolno w żadnym wypadku. Oczywiście będzie próbował naruszać zakazy, choćby z chęci przekonania się czy nadal obowiązują. Nasza nieustanna czujność przekona go, że stoimy na straży i dość szybko się dostosuje.

Karą dla psa jest dezaprobata brzmiąca w naszym głosie, wysłanie go na legowisko, ignorowanie go (to kara najsroższa) lub też klaps, który stosowany z wyczuciem niejednego rozbrykanego szczeniaka przywołał do porządku.

Bicie psa smyczą czy gazetą jest już formą wyładowania złości, stosowaną z wyrachowaniem, a więc po fakcie. W końcu po tę gazetę czy smycz trzeba gdzieś pójść, a pies zapomina w międzyczasie o co właściwie chodzi.

Karanie psa ma sens tylko w chwili popełniania "przestępstw". To samo dotyczy nagród.

Nigdy nie pozwalajmy, aby psa karały dzieci. Są niedojrzałe emocjonalnie i kara przez nie zastosowana może okazać się zbyt dotkliwa. Z nagrodami także trzeba uważać. Napchany smakołykami pies nie zechce ich tknąć, cóż to więc za nagroda.

W okresie szczenięcym najłatwiej nauczyć psa poddawania się zabiegom pielęgnacyjnym. Malec, umieszczony bezpiecznie na naszych kolanach łatwo przyzwyczai się, że dotykamy go wszędzie. Bawmy się delikatnie jego uszami, dotykajmy ogona, grzbietu, brzuszka. Nasz dotyk skojarzy mu się z przyjemnością, nabierze do nas zaufania. Jeśli pierwsze zabiegi pielęgnacyjne czy lecznicze rozpoczniemy w momencie choroby (np. w czasie bolesnego zapalenia uszu) psiak będzie się bronić, nie rozumiejąc dlaczego zadajemy mu ból.

Warto też malca zapoznać z innymi narzędziami tortur, jak na przykład wanna. Broń Boże od razu kąpiel, skąd. Najpierw postawmy go w suchej wannie na ręczniku. Pewnie spróbuje czmychnąć, ale my jesteśmy czujni. Po kilku próbach puśćmy delikatny strumień wody (naturalnie ani zimnej, ani wrzątku), mały przywyknie. Może nie polubi, ale się przyzwyczai, a to już sukces.

Okres szczenięcy wiąże się z koniecznością trzymania pieska w mieszkaniu (kwarantanna!). Pies nudzący się to demon zniszczenia. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zapełnić mu czas nauką przychodzenia na zawołanie, siadania, zostawania i aportowania.

W ciągu pierwszych kilku dni szczenię poznaje swoje imię, o ile często i nie na darmo go wołamy. Wołanie psa po to tylko, by na nas spojrzał mija się z celem. W przyszłości, na spacerze, słysząc swoje imię też tylko spojrzy w naszym kierunku, a nie o to przecież chodzi.

Zawołany pies musi zostać nagrodzony. Wystarczy pochwała słowna, ale smakołyk czy atrakcyjna dla psa zabawa wzmacniają efekt. Nie wołajmy zaspanego czy szczególnie zajętego ogryzaniem kości szczeniaka, bo nas zignoruje. Dla niego to informacja: "nic się nie stanie jak natychmiast nie przybiegnę". Oczywiście starszy pies posłuchać musi w każdej sytuacji.

Naczelną zasadą szkolenia jest wydawnie psu takich tylko poleceń, których wykonania jesteśmy pewni, albo ich respektowania możemy dopilnować.

Obserwujący nas pilnie szczeniak szybko wychwyci każdą naszą niekonsekwencję czy słabość i wykorzysta przeciwko nam.

Siadać na rozkaz szczenię uczy się praktycznie samo. Widząc w naszym ręku smakołyk, przysiada na zadku, by jeszcze lepiej widzieć. Reagując na to komendą "siad" i dając upragniony kąsek małemu łasuchowi, ułatwiamy mu skojarzenie siad! Siadam, jem. Po kilku już próbach osiągamy sukces. Po kilku dniach malec będzie siadał na samą komendę. Warto wydawać mu to polecenie w różnych okolicznościach, nie tylko w kuchni, gdzie najprawdopodobniej zaczęła się nauka. Tylko nie przesadzajmy, małego nie można zmęczyć nauką. Czmychnie nam wtedy gdzie pieprz rośnie.

Labrador, mistrz aportowania, sam znajdzie sobie w naszym domu zabawki. O ile nie dostarczymy mu stosownych piłeczek, gumowych kółek i kości, zajmie się naszym obuwiem. Pies może mieć całą masę zabawek, ale w danej chwili dajemy mu tylko jedną. Któż nie zna widoku znudzonego dziecka siedzącego wśród całej masy zabawek. Taki sam jest pies. Zabawka cieszy go, gdy może bawić się wraz z panem, wielość zabawek w samotności szybko go nudzi.

Wykorzystujmy pasję labradora do aportu, ucząc go nie tyle gonienia za nim, to sam doskonale potrafi, ile przynoszenia go do nas z powrotem. Metod jest wiele. Ważne jest by nie gonić psa uciekającego z piłką w zębach, ale przekonać go, że przyniesienie aprotu oznacza dalszą zabawę. I tu też nie należy przesadzać. Pies zmęczony zabawą zniechęci się.



Do góry                 Strona główna                 Wychowanie labradora